Bęc Zmiana

WSPÓLNOTY DŹWIĘKÓW


<<< Zegar ratuszowy we Wrocławiu

Przez wieki dźwięki dawały ludziom pewne oparcie, poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy pojawiały się o oczekiwanej porze. Wzbudzały niepokój, czujność, gdy pojawiały się niezgodnie z planem lub nie pojawiały się wcale – mówi w rozmowie z Bogną Świątkowską Robert Losiak, muzykolog i kulturoznawca, który kieruje Pracownią Badań Pejzażu Dźwiękowego na Wydziale Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego

 Zacznijmy od sedna – czym jest wspólnota akustyczna?
To bardzo interesujące pojęcie wprowadził R. Murray Schafer, ojciec badań nad pejzażem dźwiękowym. Określa ono społeczność ludzką, zamieszkującą pewną przestrzeń i skoncentrowaną wokół dźwięku w tej przestrzeni dominującego. To było przez wieki bardzo charakterystyczne zjawisko dla lokalnych społeczności w Europie, w której nad miastami, miasteczkami i wsiami górowały dźwięki kościelnych dzwonów. We współczesnych społecznościach obserwujemy zanik zainteresowania dla takich dźwięków, zanik ich ważności. Szczególnie zjawisko to dotyczy centrów wielkich metropolii, przeładowanych nadmiarem sygnałów akustycznych i szumów. Ale w małych miastach, na wsiach, we wspólnotach parafialnych, osiedlowych czy podwórkowych wciąż jeszcze takie dźwięki pozostają rozpoznawalne i można mieć nadzieję, że są także ważne dla ich mieszkańców. Notabene Schafer przywołuje Arystotelesa, który twierdził, że idealna społeczność powinna liczyć do 5000 mieszkańców, bo do takiej grupy dotrzeć można bezpośrednio za pomocą ludzkiego głosu. Takim charakterystycznym dźwiękiem wspólnotowym jest właśnie kościelny dzwon, a w krajach muzułmańskich śpiew muezina – dźwięki związane z religią odgrywają tu szczególną rolę. W przypadku miast bywał to także hejnał miejski czy sygnał zegara ratuszowego, który w przeszłości pełnił ważną funkcję regulującą rytm życia, bo przecież ludzie nie mieli własnych zegarów. Były to także często głosy nocnych stróżów. Schafer przytacza przykład Weimaru jeszcze z czasów Goethego, gdy głos nocnego stróża wykrzykującego godziny słyszalny był w całym mieście. Zresztą znam też tego przykład współczesny: bardzo piękne, późnośredniowieczne miasteczko Ribe w Danii, gdzie do dzisiaj w celach turystycznych utrzymuje się zawód stróża nocnego, który chodzi, zagląda do okien i nawołuje, żeby mieszkańcy udali się na spoczynek. Tradycyjnie funkcja taka miała oczywiście także znaczenie ostrzegające, na przykład przed pożarem. Były to więc dźwięki stale obecne w przestrzeni miasta. Koncentrowały one ludzi, identyfikowały społeczności, w pewnym sensie wyznaczały ich granice. Możemy mówić także o innych typach społeczności akustycznych. Weźmy na przykład przedwojenne społeczności miejskich czynszowych kamienic z wewnętrznym podwórkiem. Na podwórkach tych pojawiały się rozpoznawalne przez mieszkańców, swojskie odgłosy: dziecięce wyliczanki, krzyki miejscowego awanturnika, melodie katarynki, występy kapeli podwórkowej, nawoływania obnośnych handlarzy czy rzemieślników. Innym przykładem „dźwięku wspólnotowego” może być odgłos przejeżdżającego pociągu, który w małych miasteczkach do niedawna jeszcze pełnił funkcję regulującą rytm życia, ale był także pewnego rodzaju atrakcją dźwiękową dla mieszkańców – spotkałem się z takimi wspomnieniami, których autor dorastał w małym miasteczku w latach pięćdziesiątych XX w. A czasami dźwiękiem wspólnoty mogą być odgłosy miejscowej fabryki, rozpoznawalne w całej okolicy; przez wiele lat stanowiły je np. sygnały syren fabrycznych, nawołujące ludzi do pracy.
Często jednak związek dźwięków wspólnotowych z indywidualnym życiem ludzi jest inny, niż wynikałoby to z przyjętych odgórnie przesłanek. Na przykład podczas badań terenowych na pewnym wrocławskim osiedlu pytaliśmy mieszkańców o opinię na temat dźwięków miejscowego kościoła. Otrzymaliśmy kilkukrotnie bardzo pragmatyczne odpowiedzi, na przykład taką, że to jest bardzo dobry dźwięk, bo przypomina, że jest godzina 12, więc trzeba nastawiać ziemniaki na obiad, bo za pół godziny wraca do domu mąż. We Wrocławiu jest zresztą taka fantastyczna historia związana z tym, że mamy zegar kluskowy.

Zegar kluskowy?
To jest XVI-wieczny zegar zamontowany na jednym z wrocławskich kościołów, który od czasów wojny był nieczynny, a w tym roku został odnowiony i przywrócony do życia. Nazwa bierze się stąd, że dawał sygnał dźwiękowy 15 minut po pełnej godzinie. I gospodynie wrocławskie tak sobie to wymyśliły, że będą rzucały kluski, kiedy zegar ratuszowy wybija godzinę pełną i będą je wyciągały na dźwięk zegara kluskowego i kluski będą ugotowane. I to działało.
Skoro mówimy o wspólnotach akustycznych, to warto zwrócić także uwagę na przykłady kształtowania postawy troski czy odpowiedzialności za dźwięki występujące w przestrzeni publicznej. Dla mnie takim dobrym przykładem z ostatnich dni jest ankieta internetowa skierowana do mieszkańców Warszawy z pytaniem o to, kto spośród podanych lektorów powinien odczytywać komunikaty głosowe w drugiej linii metra. Tysiące ludzi wzięło udział w tej ankiecie[1]. To budujący przykład zainteresowania ludzi sferą dźwiękową, bo te komunikaty są bardzo istotnym elementem środowiska dźwiękowego miasta i ważne, żeby o nie dbać. To, że ludzi kwesta ta obchodzi, jest, jak sądzę, dowodem tworzenia się pewnej wspólnotowości wokół tego problemu. To właściwy kierunek.

Bardzo interesujący jest związek środowiska akustycznego, czy precyzyjnie wytwarzanej przez nie regularności rytmu, z kontrolą życia społecznego.
Tak, to prawda. Przez wieki dźwięki dawały ludziom pewne oparcie, poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy pojawiały się o oczekiwanej porze. Wzbudzały niepokój, czujność, gdy pojawiały się niezgodnie z planem lub nie pojawiały się wcale. Można w związku z tym powiedzieć, że poprzez dźwięki obecne w przestrzeni publicznej władza może roztaczać opiekę, informować, ale też kontrolować czy nadzorować. Ten opresyjny aspekt audiosfery odnosić się może na przykład do przekazów religijnych, manifestacji ideologii politycznej, rytuałów upamiętnienia czy świętowania. Dobrze znanym przykładem z czasów nam bliższych mogą być tu megafony instalowane na ulicach miast przez okupanta podczas II wojny światowej, a także po niej – w czasach komunistycznych. W ich przypadku nie chodziło tylko o informację, ale także sposób przekazu, brzmienie głosu. Niedawno w naszym zespole powstał znakomity tekst poświęcony dźwiękom związanym z rytuałem żałoby po śmierci Stalina. Wynika z niego, że władza państwowa robiła wszystko, by to ważne dla niej wydarzenie uczcić także za pomocą… kościelnych dzwonów, zdawała sobie bowiem sprawę, że dźwięki te są głęboko wrośnięte w polską tradycję i bardzo znaczące dla wielu ludzi[2].

Dzisiaj temat miejskiego środowiska akustycznego zwykle pojawia się przy dyskutowaniu jego negatywnych cech, hałasu, zanieczyszczenia dźwiękiem.
Badaczy pejzażu dźwiękowego taki stosunek do dźwięków środowiska interesuje raczej w drugiej kolejności. Nie chcę powiedzieć, że problem hałasu nie interesuje nas wcale, bo przecież powszechnie zauważalny i niepokojący jest wzrost obecności dźwięków zbędnych, technologicznych, wytwarzających szerokopasmowe pole szumu i mających negatywny wpływ na zdrowie ludzi. Jednak w naszych analizach koncentrujemy się na problemach jakościowych: obecności takich czy innych zjawisk brzmieniowych oraz kwestii zachodzących tu zmian. Dla mnie osobiście jest istotne, że w pejzażu dźwiękowym miasta mamy do czynienia z dźwiękami, które są dla ludzi ważne, bo wytwarzają czy kumulują pewne wartości społeczne, dźwiękami symbolicznymi, ważnymi w perspektywie tożsamości miasta, dźwiękami, z którymi chcą się identyfikować mieszkańcy. I, co godne podkreślenia, nie muszą to być dźwięki miłe czy kojące, nieuciążliwe czy przyjemne w sensie estetycznym. Dla pewnej grupy mieszkańców ów wielkomiejski hałas czy gwar jest właśnie tym, czego oczekują, za czym tęsknią, z czym się identyfikują.

A kto w przestrzeni akustycznej ma władzę? Czy możemy mówić o przestrzeni akustycznej, że jest projektowana, bo jednak projektowanie oznaczałoby, że jest jakiś dominujący sprawca, który powoduje, że ta przestrzeń dźwiękowa uzyskuje jakiś kształt? Dawniej oczywiście władza była dosyć czytelnie rozłożona. To był kościół, to był majętny i utytułowany człowiek, który regulował życie okolicy na bazie ekonomicznej, ale dziś?
To ciekawe pytanie, a odpowiedź jest złożona. Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że dziś nie ma ścisłej koncentracji takiej roli. W pewnym sensie wydaje się, że kwestia projektowania akustycznego w ogóle nie jest przedmiotem niczyjej uwagi, że dzieje się w sposób samoczynny, często w oparciu o jakieś utrwalone schematy, przyjęte z zewnątrz wzorce. Problem tzw. acoustic design pojawia się już od dawna w dyskusjach w środowisku badaczy środowiska dźwiękowego, a także twórców, np. kompozytorów. Można jednak odnieść wrażenie, że dyskusje te nie docierają do decydentów. Do zrobienia byłoby wiele: od projektowania sygnałów alarmowych, sygnalizatorów ulicznych, komunikatów głosowych, poprzez racjonalną politykę wobec ulicznych muzyków, do kreowania w mieście stref ciszy, ogrodów dźwiękowych, placów zabaw, fonicznych ścieżek dydaktycznych i turystycznych. W dużej mierze jest to sprawa będąca w gestii władz miasta oraz podległych jej służb. Jednak władzę interesuje przede wszystkim kwestia hałasu, ponieważ jest ustawowo zobligowana do przeciwstawienia się jego nadmiernym skutkom. Stąd nieustająco powracają dyskusje na temat ekranów akustycznych, zbyt głośnej działalności nocnych klubów itp., i można odnieść wrażenie, że to jedyny aspekt problemu audiosfery w mieście. Tymczasem są też inne podmioty „sprawujące władzę” – jak pani mówi – w przestrzeni fonicznej. Ciągle ważne znaczenie w tym zakresie mają wspólnoty religijne. Na tym tle, jak zaobserwowaliśmy, pojawiają się jednak wyraźne spory. Ludzie, którzy są pozytywnie nastawieni do religii, przyjmują najczęściej dźwięki dzwonów czy odgłosy nabożeństw pozytywnie, ale ateiści mający negatywny stosunek do Kościoła uważają, że jest to rodzaj dyktatu dźwiękowego, który wdziera się do ich własnej, prywatnej przestrzeni.
Jednak kwestia dźwięku w przestrzeni publicznej jest tak skomplikowana, że na pytanie o władzę można by odpowiedzieć lakonicznie i przewrotnie, że władzę ma ten, kto w danej chwili trzyma mikrofon lub steruje nagłośnieniem. Władzę tę przejmuje więc sąsiad, słuchający na parkingu muzyki w otwartym samochodzie, właściciel podrasowanego motocykla, trenujący pod oknem w niedzielne przedpołudnie, miłośnik równo przystrzyżonych trawników…

Czy można powiedzieć, że jakość dźwiękowa przestrzeni jest ważniejsza dla człowieka, jeśli chodzi o odczuwanie komfortu, niż jakość architektury?
Twierdzi się powszechnie, że większość wrażeń zmysłowych związana jest z aktywnością wzrokową. Jednak bodźce dźwiękowe działają często podświadomie i modyfikują nasze odczuwanie przestrzeni. Podczas naszych badań terenowych związanych z analizą audiosfery miasta niejednokrotnie zauważaliśmy, że interesujące czy przyjemne zjawiska dźwiękowe pojawiały się w przestrzeni, która wizualnie była mało atrakcyjna, zaniedbana – i odwrotnie. Dostrzec można, że dbałość o wizualną stronę przestrzeni nie zawsze idzie w parze z dbałością o środowisko foniczne. Skutkuje to odczuciem pewnego rozdwojenia. Dla mnie klasycznym tego przykładem są lokale gastronomiczne, często urządzone z dużą dbałością o design, w których pojawia się bardzo nieodpowiednia do tych wnętrz, banalna muzyka. Dźwięk odgrywa bardzo istotną rolę w kreowaniu naszego dobrego samopoczucia w danym miejscu czy przestrzeni. Nie chodzi tu zresztą tylko o dźwięki, ale też o odczucie tzw. komfortu akustycznego, związanego m.in. z efektem izolacji, tłumienia bądź rozpraszania i odbijania dźwięku – co zależne jest m.in. od materiałów pochłaniających, które zostały użyte w danym otoczeniu.

Dźwięk jest jednym z sygnałów alarmowych, na które nasze ciało reaguje w sposób chemiczny. Co powoduje, że jakieś środowisko jest odczytywane jako atrakcyjne? Podejrzewam, że to się zmienia w czasie. Młodzi ludzie potrzebują bodźców, starszych zwykle irytuje głośna muzyka, a w życiu każdego człowieka są takie momenty, kiedy po prostu wolimy ciszę. Jednak z kolei kompletna cisza jest bardzo niepokojąca. Czy jest więc możliwa ścisła organizacja środowiska dźwiękowego?
Ja bym jakoś specjalnie nie przywiązywał się do takiej możliwości. Co prawda my w naszych działaniach jako pracownia badawcza chcielibyśmy zabierać głos doradczy w sprawach projektowych, podpowiadać pewne rozwiązania, zdajemy sobie jednak sprawę, że totalna ingerencja, polegająca na organizowaniu przestrzeni dźwiękowej w sposób całkowity, nawet jeżeli byłaby możliwa technicznie, byłaby, że tak powiem, nieludzka. Wiele procesów w audiosferze zachodzi w sposób naturalny i tę spontaniczność dźwiękową trzeba szanować i rozumieć. Oczywiście, wszyscy spotykamy się niekiedy z sytuacjami represji, gdy np. jesteśmy poddani konieczności zachowania całkowitej ciszy. Jest to możliwe i uzasadnione w pewnych okolicznościach, w sytuacjach wyjątkowych. Natomiast całkowite narzucanie warunków dźwiękowych poprzez projektowanie środowiska akustycznego, w jakim miałby przebywać człowiek, nie byłoby chyba właściwe. Dotyczy to także nadmiernego forsowania ciszy. W wielu sytuacjach ostatnio takim środkiem panowania nad przestrzenią staje się muzyka, narzucana np. w sklepach, restauracjach, centrach handlowych. Dla mnie osobiście wielokrotnie był to powód, by do takich sklepów nie wchodzić.
Ludzie w różnych sytuacjach czy na różnych etapach swojego życia mają – jak słusznie pani zauważa - bardzo różne potrzeby pod tym względem. Nie da się więc usatysfakcjonować jednocześnie wszystkich.

Jakie środowisko dźwiękowe jest więc atrakcyjne dla wspólnoty?
Przede wszystkim różnorodne. Takie, w którym pojawia się gwar ludzki, który powstaje w miejscach spontanicznych spotkań ludzi – na przykład we Wrocławiu to jest Rynek czy Wyspa Słodowa. Nawet ruch komunikacyjny, choć wydaje się uciążliwy, w pewnych obszarach też bywa pozytywnie odbierany przez ludzi. We Wrocławiu wielu ludzi z przyjemnością opowiada o dźwiękach tramwajów, wspominając także ich historyczne brzmienia. Potrzebne są także odgłosy przyrody – enklawy względnej ciszy i spokoju, w których pojawiają się różnego rodzaju dźwięki zwierząt, ptaków, płynącej wody, w których słychać szum drzew. Powinny być wreszcie miejsca bezwzględnej ciszy, takiej kontemplacyjnej – świątynie, biblioteki, miejsca upamiętnienia. Poza tym niezwykle istotna jest dominanta foniczna, dźwięk budujący tożsamość wspólnoty. Ludziom podoba się, że miasto ma swój hejnał, że ma jakiś inny wyjątkowy dźwięk, na przykład kuranta zegarowego, katedralnego dzwonu, a jeżeli do tego jest to dźwięk historyczny, związany z pewną ważną tradycją, jak w przypadku hejnału mariackiego czy dzwonu Zygmunta – staje się on symbolem miasta, elementem jego identyfikacji, przedmiotem dumy.

Mówiliśmy o projektowaniu, porozmawiajmy o odwzorowaniu. Do czego służą i jak czytać mapy akustyczne miast powstające od jakiegoś czasu?
Dyrektywa unijna, do której musimy się przystosować, mówi, że miasta powyżej 250 000 mieszkańców muszą wykonać mapę akustyczną, a mniejsze powinny. Mapy te, aktualizowane co 5 lat, służą ocenie środowiska akustycznego pod względem hałasu mierzonego w decybelach. Interpretacja danych z map akustycznych jest trudna – sam bym sobie nie poradził, gdyby nie pomoc ze strony współpracujących z nami akustyków z Politechniki Wrocławskiej, którzy opracowują taką mapę dla Wrocławia. Polega to na wykonaniu bardzo konkretnych pomiarów natężenia dźwięków i zastosowaniu do przeliczeń skomplikowanego wzoru logarytmicznego. Pomiary nie obejmują całego miasta, a ostatecznie mapa w dużym stopniu jest oparta na wyliczeniach matematycznych. Istotniejsze jest pytanie, czemu to służy i jak to się ma do naszych badań. Muszę przyznać, że w niewielkim stopniu nas dotyczy, bo nasze badania mają charakter jakościowy – w odróżnieniu od akustyków w niewielkim stopniu posługujemy się parametrami natężenia. Robimy oczywiście badania, które mają wykazać stan środowiska akustycznego pod względem głośności, ale to nie jest dla nas najważniejsze, zwłaszcza że percepcja dźwięku w konkretnych warunkach nie da się opisać tylko w wymiarze akustycznym – czasami np. mniejsze natężenie dźwięku jest subiektywnie odbierane dotkliwiej, a z kolei to, co według wyliczeń akustycznych powinno działać bardzo niekorzystnie, jest przez ludzi tolerowane. Mapy te powstają więc dla potrzeb urzędowych, a ich głównym zadaniem jest funkcja pomocnicza przy ochronie środowiska. Pomagają określać miejsca powyżej pewnego progu akustycznego ustalanego odrębnie dla pory dnia i nocy. I na tej podstawie powstają różnego rodzaju zalecenia – na przykład zmiany nawierzchni dróg powodujące zmniejszenie poziomu natężenia hałasu, ograniczenia prędkości albo wprowadzenie ekranów akustycznych, co do których jest zresztą bardzo wiele różnych wątpliwości, czy one nie niszczą miasta.

Czyli na przykład kupując mieszkanie, można by skorzystać z takiej mapy, żeby się dowiedzieć, gdzie jest jakie zanieczyszczenie dźwiękiem?
Myślę, że to ma pewien sens, aczkolwiek nie zmieniłoby to sytuacji, że można trafić na sąsiada, który będzie miał inny stosunek do muzyki na przykład, czego z mapy się nie wyczyta. Nawet w najlepszym środowisku działają pewne czynniki nieprzewidywalne, które mają charakter lokalny i nie są mierzone żadnymi parametrami.

Oprócz badania sfery akustycznej zajmuje się pan także zagadnieniem rekonstrukcji dźwięku, a konkretnie dźwięku dzwonów. Odbudowę zabytku czy rekonstrukcję obiektu materialnego wszyscy mogą sobie łatwo wyobrazić i zrozumieć, a na czym polega rekonstrukcja dźwięku?
To jest bardzo złożona sprawa w sensie technicznym. Polega na odbudowie, czyli na zrobieniu kopii dzwonu, dobraniu na podstawie bardzo dociekliwych badań odpowiedniego stopu, wielkości, dokładnego odwzorowania formy płaszcza, wszystkich najdrobniejszych elementów, tak żeby dźwięk był możliwie najbardziej zbliżony do dźwięku oryginalnego. Ale nie zawsze o tego typu bezpośrednią rekonstrukcję musi chodzić. Jest ona zresztą kosztowna. Nam zależy bardziej na formie upamiętnienia, która może odnosić się do świadomości historii dzwonu, jego ikonografii, symbolicznego przekazu, a nawet przywrócenia archiwalnego brzmienia. Mamy takie plany w związku z ważnym wrocławskim dzwonem, niegdyś symbolem brzmieniowym miasta, nieistniejącym niestety od czasów wojny XVI-wiecznym tzw. dzwonem Biednych Grzeszników z kościoła św. Marii Magdaleny. Nasze zamierzenia związane z jego odtworzeniem mają przede wszystkim przywrócić o nim pamięć, jego historię i brzmienie. Nie jest to niemożliwe, bo zachowało się nagranie brzmienia tego dzwonu. Jego dźwięk mógłby być wykorzystywany w różnej formie – może na przykład być emitowany w sytuacjach szczególnych, przy okazji święta miasta, czy nawet zamieszczony na stronie internetowej miasta. Nam chodzi przede wszystkim o to, żeby wydobyć wymiar historyczny dzwonu świadczący o ciągłości dziejów miasta, co ma szczególne znaczenie w przypadku Wrocławia, który, jak wiadomo, ma bardzo skomplikowaną historię, gdzie jest ciągłość murów, miejsc, także dźwięków, natomiast nie ma ciągłości wspólnoty. Choć po wojnie miasto zasiedlili inni ludzie, dźwięk może nadal trwać. Przykładem jest obecny od sześciu wieków dźwięk zegara ratuszowego – z czego zresztą większość obecnych mieszkańców Wrocławia nie zdaje sobie sprawy. Spotkałem się też z innym bardzo pięknym przykładem. Kiedyś pisząc tekst dotyczący znaczenia dzwonów w kulturze, znalazłem notatkę prasową dotyczącą miejscowości Nowa Wieś pod Międzyrzeczem na Ziemi Lubuskiej. Otóż był tam XVI-wieczny dzwon, który został w 1942 roku zarekwirowany, bo Niemcy w czasie wojny rekwirowali dzwony – część z nich przetapiano na narzędzia walki, a te cenniejsze były składowane i po zakończeniu działań wojennych miały być przywracane. Tak więc ten bardzo cenny dzwon z ówczesnego Neudorf jakoś przetrwał zawieruchę wojenną i został odnaleziony na cmentarzysku dzwonów w Hamburgu, nie trafił do huty. Jednak nie mógł powrócić do swojej parafii, bo zmieniły się granice i podobnie jak inne dzwony z tych terenów trafił do innego kościoła na terenie Niemiec. Udało się ustalić do którego i parafianie Nowej Wsi starają się o jego powrót. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że ci ludzie przyjechali tam po wojnie, nie stanowili wspólnoty wcześniej, ale jak powiedział jeden z mieszkańców, to cytat, który sobie wypisałem z artykułu z „Gazety Lubuskiej” z 2010 roku: „Dopiero kiedy ten dzwon wróci i będziemy słuchać jego dźwięku, staniemy się prawdziwą wspólnotą, poczujemy się gospodarzami tego terenu. W końcu jego serce biło tutaj kilkaset lat i nasze wnuki będą pamiętały jego dźwięk. I będą mogły powiedzieć, że są stąd. Bo tam jest nasze miejsce, gdzie są nasze cmentarze i nasze dzwony”. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie, bo pomyślałem, że dzieje się coś bardzo ważnego – ludzie, którzy nie mogli się identyfikować ze swoim nowym miejscem zamieszkania przez dziesięciolecia, uważają, że to może być ten moment, kiedy staną się wspólnotą, że poczują więź z przeszłością swoją i tego miejsca. Takich sytuacji jest więcej, także na Dolnym Śląsku. Sporo dzwonów udało się odzyskać, wiemy też gdzie są wrocławskie dzwony, które były rekwirowane w czasie wojny. Można się starać o ich powrót.
Myślę, że świadomość dźwiękowa, jeżeli będzie się na ten temat pisać, mówić i uprawiać badania, będzie się rozwijać i stanie się narzędziem świadomego kształtowania przestrzeni i wspólnoty.

 

Robert Losiak – muzykolog, kulturoznawca. Pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego. Autor artykułów naukowych poświęconych problematyce audiosfery. W 2009 r. zorganizował Pracownią Badań Pejzażu Dźwiękowego przy Instytucie Kulturoznawstwa UWr, którą kieruje do dziś. Prowadzi też zajęcia dydaktyczne z tego zakresu na studiach muzykologicznych i kulturoznawczych. Współredaktor książki Audiosfera miasta (Wrocław 2012), monografii Audiosfera Wrocławia (Wrocław 2014) oraz redaktor zeszytu monograficznego kwartalnika IS PAN „Muzyka” pt. „Pejzaże dźwiękowe przeszłości” (Muzyka R. 2014 nr 1).



[1] Ostatecznie w głosowaniu internautów na lektora drugiej linii warszawskiego metra wybrany został znany lektor radiowy i telewizyjny Maciej Gudowski.

[2] Sławomir Wieczorek, „Cisza huczy ponad krajem naszym”. Pejzaż dźwiękowy żałoby po śmierci Stalina, w: „Muzyka” R. 2014 nr 1.

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.