Bęc Zmiana

ARTYSTO ZRÓB TO SAM

Przedstawiamy jedyny w swoim rodzaju dizajn użytkowy tworzony przez i dla artystów; serię przedmiotów, których nigdy nie zobaczycie w galerii, a bez których sztuki, jaką znamy, po prostu by nie było. Na prośbę redakcji NN6T Franciszek Buchner odwiedził kilkanaście pracowni warszawskich artystów, by sfotografować przedmioty, które na co dzień pomagają im w pracy. Są wśród nich własnoręcznie wykonane obiekty, których funkcję trudno odgadnąć, są też takie, którym artyści nadali nową funkcję, albo te, bez których trudno się obejść.

 

Oskar Dawicki:
Przedmiot nazywa się Motyka na słońce, służy do zasłaniania okien, zbudowany jest ze złamanego wieszaka, dwóch trzecich trzonka do mopa i trzech wypisanych długopisów, wzmacniających konstrukcję od środku i oczywiście dużej ilości taśmy klejącej. Ponieważ motyka została kiedyś nieszczęśliwie nadepnięta i trzonek się wygiął niemalże terminalnie, zastosowałem wzmocnienie z trzech wypisanych długopisów. Przedmiot ma 9 lat i sprawuje się bez zarzutów, jest niezawodny jak słońce!

 

Rafał Dominik:
Jeleń powstał, gdy rozwijałem moją działalność związaną z Meblexem, w tamtym czasie powstał też niedźwiedź i jelonki. Jeleń wykonany jest z żywicy epoksydowej, a w środku wyłożyłem go futrem. Ma też półkę z drewna. Aktualnie służy jako stacja didżejska oraz wieszak.

 


Tymek Borowski:
Stojak na pędzle służy do trzymania pędzli mokrych od farby, których nie chcę jeszcze płukać. Jeśli chcę odłożyć niepłukany pędzel, jednocześnie nie brudząc stołu, taki stojak właśnie do tego służy. Jest on dziełem mojego taty i dostałem go od niego na urodziny.

 

Igor Przybylski:
Kiedyś w prezencie dostałem deskę do prasowania, ale ja właściwie nie prasuję, więc była mi niepotrzebna i stała nieużywana. Mam pracownię o niewielkiej powierzchni, więc potrzebowałem stolika, który w każdej chwili można by złożyć. Deska była strzałem w dziesiątkę, można przy niej pracować na komputerze, zjeść posiłek, odłożyć chwilowo niepotrzebne rzeczy. Jednym słowem, jest to idealny stolik wielofunkcyjny.

 

Dorota Kozieradzka i Michał Szuszkiewicz:
W naszej pracowni przy ulicy Narbutta znajduje się biblioteka. Tylko ją zachowaliśmy z całego inwentarza, przystosowując przestrzeń do nowych zadań. Przesunięcie biblioteki nawet o kilka metrów było wyzwaniem. Według relacji członków rodziny, w 1945 roku jedynie biblioteka stała na swoim miejscu w ocalałym od ognia, opustoszałym mieszkaniu. Obecnie służy do przechowywania obrazów i fotografii. Trzymamy w niej wszystko to, co ma dla nas wartość, a co można zamknąć, ponieważ jest ukończone. Czasem też niektóre rzeczy chcemy zwyczajnie ukryć przed światem.

 

Kasia Przezwańska:
Biurko jest dla mnie ważne, długo je projektowałam. Wcześniej zawsze pracowałam w strasznym chaosie, ale przeszkadzało mi to i nie potrafiłam nad tym panować. Więc zaczęłam sprawdzać, co jest mi potrzebne, na co potrzebuję miejsce. W końcu podzieliłam biurko na strefy funkcjonalne. Staram się dzięki temu trzymać tylko najważniejsze rzeczy. Pulpit na komputerze też jest podobnie zaprojektowany. Jest także półka na brudne kubki i talerze – nie za duża, żebym nie mogła zbyt dużo zgromadzić i szybko odnieść. Wszystko jest maksymalnie zindywidualizowane. Kolory stref są wzięte z natury – z łąki.

 

Paweł Dunal:
Czaszka jest częścią zdekompletowanego szkieletu, który dołączony był do jakiejś gazety. Często służy mi jako model do malowania, ponieważ ostatnio maluję dużo szkieletów, czasem jest też trzymakiem na pędzle.

 

Jan Mioduszewski:
Skrobak lub też zdzierak, a rzadziej obcinacz służy do prac przygotowawczych przy tworzeniu obrazów lub obiektów, można nim zedrzeć farbę, grunt lub coś odczyścić. Kupiłem go na pchlim targu na warszawskiej Olimpii za 3 PLN.

 

Przemek Matecki:
Cyrkiel, wiadomo, służy do rysowania kół na moich obrazach, tylko tyle i aż tyle.

 

Zofia Kulik:
Ramka to urządzenie zaprojektowane przeze mnie i wykonane przez pana Zdzisława, mojego sąsiada złotą rączkę. Przyrząd służy do robienia reprodukcji fotografii 60 x 50 cm. Ten wymiar to moduł, z którego składają się moje większe kompozycje. W ich skład może wchodzić 4, 12, 24… 85 fotografii-modułów. Urządzenie wisi na dwóch hakach na ścianie. Składa się z drewnianej płyty i metalowej ramki, która jest umocowana do płyty na zawiasach, więc szybko można tę ramkę odchylić, włożyć zdjęcie i zamknąć. Działa trochę jak rama okienna na zawiasach. Naprzeciwko urządzenia ustawiam aparat fotograficzny na statywie. Taki układ powoduje, że wszystkie parametry są stałe i w rezultacie otrzymuję serię reprodukcji tej samej wielkości. Chodzi o szybkie ich robienie, w dużej liczbie, w tej samej skali i naświetleniu.

 


Magdalena Karpińska:
Do malowania potrzebuję najprostszych rzeczy. Właściwie otoczenie pracowni jest dla mnie tym lepsze, im bardziej neutralne, niewidoczne – w pracy chcę maksymalnie skoncentrować się na obrazie i staram się ograniczać wszystko, co mogłoby mnie rozpraszać. Najistotniejsze jest dla mnie światło, konstelacja świetlówek połączonych kablem prawie idealnie odwzorowuje światło dzienne i jest stałym elementem, z którym przenoszę się w trakcie moich licznych przeprowadzek z pracowni do pracowni.

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.