Bęc Zmiana

(NIE)BEZPIECZNY RAJ OBIECANY

 <<< Ariella Azoulay: Civil Alliance, Palestyna, 2012, z wystawy Where To?

 

Sądzę, że w ostatnich dekadach podejście do historii w świecie sztuk wizualnych bardzo się zmieniło. Artyści podchodzą do niej jak rzeźbiarze do gliny, traktując ją jak materiał. Także to, co w tym kontekście ważne, to nie tylko gry historii fikcyjnej, ale sposoby reprezentacji, to, jak historia jest nam przedstawiana – z Udim Edelmanem, kuratorem przestrzeni artystycznej w Holonie, rozmawia Paulina Jeziorek.

 

Jaka jest twoim zdaniem kwintesencja idei, która doprowadziła do powstania miejsca, gdzie pracujesz jako kurator i główny riserczer? Dlaczego ta instytucja w ogóle została stworzona?

The Israeli Centre for Digital Art czy też w skrócie ICDA powstało w 2001 roku. Założyła je Galit Eilat, która w tym roku została kuratorką biennale w São Paulo. Obecnie stanowisko głównego kuratora objął Eyal Danon. Wszystko zaczęło się od propozycji złożonej przez zarząd miasta. Zaoferowano możliwość stworzenia przestrzeni artystycznej w Holonie, gdzie powstawałyby i były prezentowane projekty artystyczne. Słyszano o Galit i zaproszono ją do współpracy. Na początku dostała do dyspozycji niewielką przestrzeń. Ideą, zgodnie z którą tworzono to miejsce, było krytyczne podejście do spraw technologii. Stąd właśnie wzięła się nazwa – Israeli Centre for Digital Art (Izraelskie Centrum Sztuki Cyfrowej). Instytucja jednak szybko poszerzyła spektrum zainteresowań, rozwijając się w kierunku socjopolitycznym, obejmującym szeroko sztukę współczesną. Centrum otrzymało też większą przestrzeń. W ciągu ostatniej dekady w Holonie zarząd miasta energicznie zachęcał do tworzenia przestrzeni dla sztuki i dizajnu. Powstało między innymi muzeum dizajnu, komiksu, archiwa i inne miejsca związane ze sztuką czy kulturą. Dziś ICDA wciąż działa głównie dzięki finansowemu wsparciu miasta.

 

Skąd to zainteresowanie miasta tworzeniem muzeów, przestrzeni dla kultury w Holonie?

Wydaje mi się, że to wpływ burmistrza miasta, którym jest Moti Sasson. Rozumie on, jaka jest rola kultury w posuwaniu się społeczeństw naprzód. Można powiedzieć, że jego działania odniosły pozytywne skutki. Ostatnia dekada przyniosła zmiany w sposobie myślenia w Holonie, wewnątrz miasta i poza nim.

 

Wspomniałeś o technologii jako pierwotnej idei, która przyświecała powstawaniu tego miejsca. Możesz wyjaśnić, co dokładnie miałeś na myśli, mówiąc, że ICDA zajmowało się sztuką, która odnosiła się do tematu technologii? Jak?

Chodziło o to, żeby poprzez działania artystyczne przyjrzeć się/zbadać, jakie miejsce zajmuje technologia w życiu ludzi, jaki zachodzi związek pomiędzy nią a codziennością, ale także związek pomiędzy wojskiem a technologią, kapitalizmem a technologią itd. To była pierwotna i podstawowa myśl, która jednak ewoluowała już na samym początku. Może pierwsze dwie wystawy odnosiły się konkretnie do tego tematu. Potem wraz z politycznymi zmianami, które zadziały się w Izraelu, poszerzyliśmy spojrzenie i podejście. Została nazwa – Israeli Centre for Digital Art, ale zaczęliśmy pracować z użyciem różnorakich mediów na polu sztuki współczesnej, stawiając nowe pytania. W ostatnich latach powrócił aspekt technologiczny. Powstało tzw. FabLab – A Fabrication Laboratory, które jest laboratorium stworzonym przez MIT (Massachusetts Institute of Technology). Rozwija koncept, zgodnie z którym za pomocą drukarki 3D, frezarki i wycinarki maszynowej możesz stworzyć niemal każdy przedmiot, o jakim pomyślisz. Od podstaw. W ten sposób można tworzyć nie tylko przedmioty jak stół czy krzesło, ale łączyć ze sobą różnego rodzaju części, tworząc nowe maszyny. To laboratorium powstało około dwóch lat temu i jest pierwszym takim miejscem w Izraelu. Natomiast na świecie istnieje około 400 miejsc jak to. Laboratorium powstało we współpracy z COMAS (College of Management) w Izraelu. Ponownie powróciliśmy do pytania: W jaki sposób sztuka może wykorzystywać tego typu platformę? Obecnie wielu artystów korzysta z drukarek 3D lub innego typu maszyn do tworzenia obiektów. Ale platforma FabLab jest czymś więcej, głównie ze względu na siatkę połączeń, transformację wiedzy i projektów, które istnieje w trybie open source. Możesz na przykład nanieść zmiany na istniejący już projekt i dostosować go do własnych potrzeb, tworząc kolejny poziom, całkiem nowy przedmiot. Jesteśmy w fazie początkowej procesu, tworzy się grupa artystów skupionych wokół tego tematu.

 

A jednak zainteresowania ICDA często koncentrują się wokół tematów politycznych. Wystawy, nad którymi pracowałeś, mają polityczny wydźwięk.

Oczywiście. Dla mnie to wciąż najistotniejszy aspekt działalności. W 2001 roku polityczna sytuacja Izraela pogorszyła się wraz z wybuchem Drugiej Intifady. ICDA (czyli kuratorzy: Galit Eilat i Eyal Danon) uznało, że centrum działające w przestrzeni społeczności izraelskiej nie może ignorować sytuacji politycznej. I że instytucje artystyczne powinny być bardziej zaangażowane w życie, sytuację i miejsce, w której egzystują. To był impuls do działań w kontekście politycznym. Przy czym okupacja Izraela i konflikt z Palestyńczykami jest ważnym, ale nie jedynym tematem. Działania ICDA dotykają sytuacji wewnątrz społeczności żydowskiej, sekularyzmu i ortodoksji, Żydów aszkenazyjskich i Mizrachijczyków, wszelkich społeczności żyjących w Izraelu, życia w systemie kapitalistycznym i tak dalej. ICDA jest więc zaangażowanym socjopolitycznym centrum, co w Izraelu jest dość nietypowe, bo trudno tu być krytycznym i aktywnym jednocześnie. Większość instytucji samocenzoruje się, jeśli już nie nakłada się na nie zewnętrznej bezpośredniej cenzury. Również pierwszym ważnym krokiem podjętym przez ICDA była decyzja, żeby nie spoglądać w kierunku Zachodu. Zamiast tego zwrócono się w kierunku Bliskiego Wschodu, Europy Wschodniej, Bałkanów. Powstały projekty zgodne z tymi założeniami, wyłoniła się grupa osób współpracujących, nawiązały się kontakty z podobnymi instytucjami w tamtych regionach. Sądzę, że taki manewr był ważny, bo w obrębie tych regionów jest wiele podobieństw odnośnie tego, jak sztuka angażuje się w konflikty polityczne. Tak powstały związki ważne do dziś. Ale to wszystko, o czym mówię, zadziało się, zanim dołączyłem do ICDA, około czterech lat temu. Zostało jednak to socjopolityczne podejście, dla którego właśnie zdecydowałem się współpracować z tym miejscem.

 

Stałeś się odpowiedzialny za risercz i kontakty akademickie w ICDA. Co leży w centrum twoich zainteresowań? Na pewno krążą wokół sytuacji politycznej, ale można powiedzieć, że oprócz tego, co dzieje się „tu i teraz”, interesuje cię filozoficzny wymiar pewnych pojęć jak historia czy akcja polityczna. Mam rację?

Tak, oczywiście. W przeszłości odbyły się dwie wystawy, które do dziś są dla mnie szczególnie ważne, gdy mówimy o mojej działalności w ICDA. Wystawy odbyły się jedna po drugiej i jakoś się uzupełniały. Mowa o wystawach Where to? (2011–2012) oraz Histories (2013). Odnosiły się do tego, jak rozumiemy sytuację polityczną i jak jest nam ona prezentowana. Z jakim rozumieniem żyjemy i jak się do tego odnosimy. W przypadku Where to? pojawiło się pytanie o żydowską egzystencję narodową jako problem nierozwiązany. W Izraelu wierzy się powszechnie, że ten kraj to jedyne miejsce, gdzie mogą żyć Żydzi. I taką opcję się promuje. Że jest to jedyne miejsce autonomii, gdzie możemy być bezpieczni po czasach Holokaustu i nigdy nie może istnieć inne. I z tego założenia rodzą się uzasadnienia dla kontroli nad Palestyńczykami i tak dalej. Z drugiej strony coś nie działa, to nie jest bezpieczny raj, który nam obiecano. Nie ma tu życia w pokoju, więc coraz więcej i więcej siły trzeba użyć, żeby to wszystko utrzymać. Jednak, przyglądając się historii, powiedzmy z XIX oraz początku XX wieku, zobaczysz, że w tamtym okresie pojawiło się o wiele więcej potencjalnych rozwiązań odnośnie Syjonu i jego terytorium. Istniało więcej możliwości, które rozpatrywano – możliwości rzeczywistych czy wyimaginowanych wizji, to nieistotne. Ale myślano o nowych formach istnienia narodu żydowskiego. Pojawiła się myśl o stworzeniu różnych krajów poza Bliskim Wschodem, o nowych sposobach współistnienia z innymi nacjami. Wszystkie te możliwości w odniesieniu do obecnego, jednowymiarowego myślenia mówiącego, że nie ma innego sposobu istnienia, dają ciekawy kontrast i podnoszą wiele politycznych pytań. Przypomnienie o tym dziś w Izraelu traktowane jest niemal jak zdrada stanu. Nie chodzi o to, żebym uważał, że powinniśmy opuścić Izrael i przeprowadzić się na Alaskę czy wrócić do Europy. Ale ważne, by zdać sobie sprawę, jak dane wyobrażenie determinuje współczesne działania. Chodzi o zmianę myślenia związanego z konfliktem, który jest nierozwiązany. Można nawet zadać sobie pytanie: A co, gdyby dziś istniało więcej niż jedno państwo żydowskie? Oczywiście to prowokacja, ale jeśli istniałoby więcej niż jedno miejsce dla Żydów, ta jedność Izraela byłaby bezzasadna, nie miałaby sensu.

 

Wystawy, o których wspomniałeś, badały więc tę mnogość możliwości. Opowiesz o zaproszonych artystach i o tym, co wtedy przygotowali?

Na Where to? składało się 13 prac. Niemal wszystkie zostały stworzone specjalnie na tę wystawę. Zajmuję się riserczem i filozofią, dlatego dla mnie ważne jest, by umożliwić grupie artystów współpracę i możliwość nauki. To najistotniejsza część procesu. Podczas takiej pracy zarówno ja, jak i artyści osiągamy głębsze zrozumienie problemu. Dzieje się to, zanim zaczniemy pracę twórczą. Lubię pracować z artystami od samego początku. Wystawę Where to? poprzedził dwuletni proces. Najpierw powstało archiwum książek, zdjęć, wideo. I działaliśmy w obrębie tego archiwum, które było też dostępne publicznie. Następnie miała miejsce wystawa. Jeśli chodzi o wystawę Histories, proces przebiegał podobnie. Zaprosiłem artystów, którzy już wcześniej odnosili się do tego tematu. Rozmawialiśmy razem z profesjonalistami jak filozofowie, archeolodzy, historycy. Pracowaliśmy tak przez rok, nim osiągnęliśmy pewną świadomość i powstały prace przedstawione na wystawie.

 

Czy zaproszeni artyści pochodzą z Izraela, czy są z całego świata? Opowiesz też o samych pracach, które powstały?

Artyści pochodzili głównie z Izraela, ale wśród nich byli też Amerykanie czy Europejczycy. Pytania, w szczególności, jeśli chodzi o wystawę Where to?, odnosiły się do sfery lokalnej. Może o pracach czy projektach, nad którymi pracowaliśmy, najlepiej opowiedzą dwa poniższe opisy, które wśród wielu innych pojawiły się na wystawie Where to? Podczas świetnej ceremonii we wrześniu 1825 roku Mordecai Manuel Noah założył Ararat, miasto dla żydowskich uchodźców na Grand Island w Nowym Jorku. Jednak jego zaproszenie nie znalazło oddźwięku wśród Żydów. Pozostał po tym zdarzeniu jedynie kamień węgielny, podwalina nowego miasta. Mapping Ararat to historyczno-wizualne stadium stworzone przez Melissę Shiff, Louisa Kaplana i Johna Craiga Freemana, które dostarcza odbiorcy wizualnych narzędzi do wyobrażenia sobie alternatywnej historii i nawigowania w wyobrażonej ziemi ojczystej. Dzięki innowacyjnej technologii mapowania i nawigacji komórkowej projekt pozwolił zmienić Ararat w ojczyznę żydowską, jak to sobie wyobraził założyciel miasta 180 lat temu. To opis, który pokrótce wyjaśnia założenia projektu. Artyści stworzyli całą identyfikację wizualną dla opisanego miejsca, jego flagę, znaczki, banknoty pieniężne. Chciałbym też wspomnieć o innym projekcie, który nie jest wyobrażeniem innej ojczyzny żydowskiej, ale zaprasza do ponownego wyobrażenia sobie wspólnego życia Żydów i Arabów.

Ariella Azoulay (…) specjalnie na wystawę wyreżyserowała film zatytułowany Civil Alliance, Palestine 47–48. Film skupia się na zobrazowaniu kluczowego, choć usuniętego z pamięci epizodu z lokalnej historii. Podczas miesięcy poprzedzających wprowadzenie Planu Podziału Palestyny uchwalonego przez ONZ (listopad 1947) oraz stworzenie Izraela (maj 1948) Żydzi i Palestyńczycy rozpoczęli negocjacje, by położyć kres przemocy, do której zachęcały siły narodowe i wojskowe. Na tą intensywną aktywność cywilną składały się pilne zebrania – krótkie i spontaniczne lub zaplanowane w najmniejszym detalu, podczas których uczestnicy zgłaszali żądania, szukali kompromisów, ustanawiali reguły, formułowali porozumienia, składali obietnice, prosili o wybaczenie i czynili wysiłki, by doprowadzić do pokoju. By przemoc nie zawładnęła ich życiem. Film ukazuje mapę Mandatu Palestyny, która jest pokryta punktami, wskazującymi, gdzie takie sytuacje miały miejsce. Około 15 mężczyzn i kobiet mówi w języku hebrajskim i arabskim na temat dziesiątek takich spotkań, o których lokalna historia zapomniała: spotkań, podczas których Żydzi i Palestyńczycy obiecywali sobie nawzajem, że zrobią wszystko, by dalej móc wieść codzienne życie. To dwa projekty, które każą ci myśleć o tak zwanym „tu i teraz” państwa Izrael.

 

Można powiedzieć, że twoje działania próbują połączyć przeszłość z przyszłością, korzystając z historii i wyobraźni?

Sądzę, że nie do końca o przeszłość i przyszłość chodzi, a raczej o przeszłość i teraźniejszość. Dla mnie istotne jest, by zrozumieć to, co zapomnieliśmy lub czego nigdy nie dowiedzieliśmy się o przeszłości. Oraz to, że przeszłość jest nam w jakiś sposób dana, nie mamy do niej bezpośredniego dostępu, uczymy się jej w szkole, z gazet, poprzez agentów władzy. Tylko tak możemy zrozumieć nasze miejsce, w którym żyjemy, i to, kim jesteśmy albo w jaki sposób możemy o sobie myśleć – kim MY jesteśmy. Co to znaczy MY? My Żydzi? My Izraelczycy?... To można zaobserwować na wystawie Histories. Historia tak często jest tworzona przez ludzi u władzy. W tworzeniu historii istnieje interes. Są ludzie, którzy zyskują coś dzięki tej jednowymiarowej historii. Wystawa Histories mówi nie tylko o możliwościach, ale o podstawowym pojęciu historii czy historiografii. Sądzę, że w ostatnich dekadach podejście do historii w świecie sztuk wizualnych bardzo się zmieniło. Artyści podchodzą do niej jak rzeźbiarze do gliny, traktując ją jak materiał. Także to, co w tym kontekście ważne, to nie tylko gry historii fikcyjnej, ale sposoby reprezentacji, to, jak historia jest nam przedstawiana.

 

Powiedziałeś, że trudno jest dziś być krytycznym w Izraelu. Istnieją jakieś tarcia na osi ICDA-miasto?

Jeśli chodzi o miasto, istnieje między nami długotrwałe porozumienie i w większości przypadków nie ma tarć odnośnie treści wystaw. Dzieje się tak między innymi dlatego, że koniec końców działamy na polu sztuki współczesnej, co ma swoje pozytywne i negatywne konsekwencje. Z jednej strony skala oddziaływania jest niewielka. Z drugiej –masz szansę tworzyć związki z ludźmi na całkiem nowe sposoby i robić naprawdę radykalne rzeczy, jednocześnie będąc chronionym przez sztukę. Nie jest też tak, że nasze działania przychodzą nam bez trudu, po prostu staramy się nie dopuścić do tego, by coś stanęło nam na drodze.

Oczywiście pojawiają się polityczne problemy, podczas pracy w Izraelu czy poza nim. Bojkot Izraela związany z okupacją jest obecny w naszej pracy niemal przez cały czas. Mogę powiedzieć ogólnie, lecz bez wahania: Jestem przeciwny okupacji. Dziś z powodu ruchu BDS (Boycott, Divestment and Sanctions) i bojkotu może być ciężko o współpracę artystów z kuratorami czy instytucjami z Izraela. A przy tym uważam, że bojkot ma rację bytu i jest ważny. Taka postawa może mieć charakter schizofreniczny. Popieram punkt widzenia, z którego wynika bojkot, a z drugiej strony nie mogę przecież przestać robić tego, co robię. Jako kurator nie mogę zaprzestać współpracy. Czasem praca z zagranicznymi artystami może być bardziej efektywna dla zmiany niż cichy bojkot. Innym razem całkowity bojkot może ruszyć pewne sprawy. Z mojego punktu widzenia nie da się od tego uciec. Gdy artysta chce zbojkotować wystawę czy decyduje się na odmowę udziału, zachęcam go do tego, by wziął odpowiedzialność za swoje działanie i przemyślał to, co można zrobić i dlaczego. Łatwo powiedzieć: Nie wezmę udziału. Odmawiam. Ale to nie pomoże ani opozycji, ani bojkotującemu, to koniec konwersacji, której nie usłyszy nikt z zewnątrz. Większy efekt przyniesie napisanie listu otwartego dotyczącego powodów odmowy, zadeklarowanie punktu widzenia czy nawet samo uczestnictwo jako gest odnośnie sytuacji lokalnej. Oczywiście trudniej jest coś zrobić, poświęcić więcej czasu i uwagi. Bojkot nie powinien się stać ani modnym działaniem, ani też żadnym tabu.

 

A w jakim kierunku twoja działalność będzie zmierzać w przyszłości. Jakie masz plany odnoście współpracy z ICDA?

Wspomnę, że pracuję nad dość dużymi projektami poza ICDA, jeden z nich będzie miał miejsce w Polsce, ale jest zbyt wcześnie, by o tym mówić. Obecnie pracuję razem z artystami zaangażowanymi w FabLab, o czym już wspominałem. Za rok mam nadzieję zająć się nowym ekscytującym dla mnie przedsięwzięciem związanym z pojęciem „wycofania” (retreat). Chcę pomyśleć o tym, jak można się wycofać, czy istnieją zasady wycofania i reorganizacji siebie i jakie zachodzą związki pomiędzy armią i narodowym wycofaniem, interesuje mnie wycofanie jako pojęcie filozoficzne oraz manewr duchowy.

 

Udi Edelman – kurator i dyrektor ds. riserczu i kontaktów akademickich w Israeli Centre for Digital Art w Holonie. Zajmuje się także riserczem w Minerva Humanities Centre na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Jest współredaktorem publikacji Mafte’akh, pisma akademickiego kształtującego myśl polityczną. Wśród wystaw, których był kuratorem lub współkuratorem, za najważniejsze uważa: Where To?(2011–2012), Histories (2013), State<Chronicle (2013) i HeLa: Formations of Human Existence (2014).

www.digitalartlab.org.il

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.