Bęc Zmiana

CZAS NA BIENNALE URBANA


<<< Ospedale al Mare. fot. Christian Costa

Trzeba wyjść z takiej kultury współczesności, która produkuje oderwane od lokalnego kontekstu wydarzenia, bo Wenecja nie jest obecnie niczym więcej jak wesołym miasteczkiem dla świata sztuki, filmu i architektury – o możliwościach ucieczki z iluzji w prawdziwą przestrzeń miasta i przejęciu Biennale Architektury w 2016 r. z Bogną Świątkowską rozmawia Christian Costa, jeden z inicjatorów projektu Biennale Urbana 2016.

Podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji kurator pawilonu szwajcarskiego Hans Ulrich Obrist zaproponował ciekawy pomysł na przekroczenie tradycyjnej formuły wystawy. Kuratorowany przez niego pawilon jest prawie pusty, bo przez cały czas trwania Biennale ma przede wszystkim pełnić funkcję żywego archiwum-laboratorium. Wychodząc od wizjonerskich koncepcji Luciusa Burckhardta, szwajcarskiego socjologa i historyka sztuki, oraz Cederica Price’a, brytyjskiego architekta, Obrist wraz z zaproszonymi do pawilonu kuratorami, intelektualistami, architektami, artystami oraz studentami eksploruje na współczesnej tkance miejskiej potencjał myśli wizjonerów. Byłeś jednym z zaproszonych gości, czy możesz opowiedzieć o swoich działaniach w ramach tego fascynującego projektu?

W ramach pawilonu szwajcarskiego pracowałem nad projektem Walking Out Of Contemporary, wymyślonym przez Lorenza Romito (z grupy STALKER) i inspirowanym myślą Burckhardta, który był teoretykiem planowania i ojcem tak zwanej „strollogii”, czyli nauki mającej swój początek w chodzeniu. Według Burckhardta konsekwencją niespiesznego i refleksyjnego przechadzania się po mieście są konkretne idee i rozwiązania dla danej przestrzeni. W projekcie chodziło o wyjście z pewnej kultury współczesności, która produkuje takie rzeczy jak oderwane od lokalnego kontekstu Biennale. Bo trzeba powiedzieć, że Wenecja jako miejsce absolutnie nie uczestniczy w dynamice Biennale. Nie jest ona obecnie niczym więcej jak wesołym miasteczkiem dla świata sztuki i architektury. Dlatego żeby zobaczyć, co się tam naprawdę dzieje, a dzieje się wiele dziwnych i niepokojących rzeczy, trzeba wyjść poza tę skostniałą formułę, co w praktyce oznacza po prostu chodzenie po mieście i badanie jego struktury i problemów. Stąd część naszego programu składała się ze spacerów ze studentami ze szwajcarskiej ETH po punktach zapalnych miasta, tj. na przykład po wyspie Lido, gdzie działa grupa aktywistów skupiona wokół Teatro Marinoni.
Natomiast drugą równie istotną częścią były wykłady. Prelekcje wygłosili m.in. Martin Josephy, który był studentem Burckhardta i opowiadał o jego idei Documenta Urbana dla miasta Kassel, ale też o włoskiej architekturze lat 60., 70. i 80. Była Suad Amiry, która koordynuje projekt odnowienia opuszczonych budynków w Palestynie, i Anna Detheridge, która mówiła o sztuce publicznej we Włoszech, a także Michael Obrist, Lieven De Cauter, Pelin Tan i Peter Lang.
Cały ten projekt wyglądał dla mnie jak sokratejska majeutyka. Przez 10 dni grupa studentów, artystów, intelektualistów, filozofów, krytyków rozmawiała ze sobą non stop. To była filozofia w ruchu, myślenie przez chodzenie i rozumienie świata przez praktykę fizyczną.

Z jakimi problemami konfrontowaliście się w Wenecji?

Niestety Wenecja traci powoli wszystkie cechy i funkcje prawdziwego miasta. W rzeczywistości w historycznej części miasta mieszka około 60 000 osób, czyli 70% mniej niż w 1951 roku. Wszystkie sklepy są zdominowane przez międzynarodowe firmy albo przez ludzi, którzy nie są z Wenecji. Panuje absolutna agresja, jeśli chodzi o możliwość biznesowego przejęcia przestrzeni, nawet kiedy nie jest to bardzo mądre. Przykładem może być most Santiago Calatravy (Ponte della Constituzione), który został zbudowany bez uwzględniania problemów architektonicznych specyficznych dla Wenecji. Obok niego budują dość interesujący przypadek architektury: drugi budynek hotelu Santa Chiara, który powstaje na wzór wieżowców z Nowego Jorku i będzie jedynym takim budynkiem w mieście, kompletnie niepasującym do tego, co wokół niego. I takie rzeczy dzieją się cały czas, a jeszcze bardziej poza miastem. Na przykład w Mestre – dzielnicy, która dla Wenecji jest czymś takim jak Nowa Huta dla Krakowa – była wielka afera związana z planem budowy wieży przez pochodzącego z Wenecji milionera, projektanta mody Pierre’a Cardina. Wyłożył on ogromne pieniądze na budowę kuriozum dla bogaczy, które miało być widoczne z każdego miejsca w Wenecji, nawet z placu Świętego Marka. I wreszcie kwestia wyspy Lido, na której znajduje się wiele historycznych budynków, fortów czy niewielkich portów, bo wyspa jest najbardziej wysuniętą w morze częścią Wenecji. Od wielu lat trwają spekulacje, by stworzyć tam ciągnący się przez całą wyspę pas hoteli i innych udogodnień turystycznych, które absolutnie nie wiążą się z kontekstem, a co więcej wcale nie zapewnią nowych miejsc pracy. To jest kolejna próba wyrzucania rdzennych mieszkańców z tkanki miejskiej, po to by Wenecja stała się jeszcze bardziej turystyczna.

Symptomatyczne jest też to, że w przeddzień otwarcia Biennale aresztowany został burmistrz Wenecji wraz z ponad 30 współpracownikami, a powodem tego aresztowania były podejrzenia o przekręty na rynku inwestycji budowlanych. Widać więc, że Wenecja faktycznie ma bardzo duży problem.

To nie jest tylko problem Wenecji, ale całych Włoch, które po II wojnie światowej były państwem pełnym zieleni, a miasta historyczne były jeszcze w odpowiednim stanie. W latach 50. i 60. kraj ten został niebywale rozbudowany i od 50 lat trwa codzienna agresja skierowana na każdą przestrzeń, którą można zagarnąć, by zbijać kapitał. Dlaczego buduje się tak dużo nowych domów we Włoszech? Bo jest wielu ludzi, którzy są skłonni je kupić jako inwestycję, żeby potem trzymać je puste. Zamiast więc budować coś dla ludzi, którzy mieszkają w mieście, klasa polityczna często woli realizować coś, co będzie pożyteczne dla deweloperów i inwestorów. 

No i dla pieniądza.

Tak, oczywiście. Bezustannie klasa polityczna powtarza, że te wszystkie nowe inwestycje są po to, by kreować miejsca pracy, ale często chodzi o czyste spekulacje. A w Wenecji, po której rocznie przechadza się 20 milionów turystów, a mogłoby przecież dwa lub trzy razy tyle, tego typu praktyki podniesione są do n-tej potęgi.

Z drugiej strony takie zachowanie władzy powoduje też opór mieszkańców. Wspominałeś o niewielkiej wyspie – Poveglii – uratowanej dzięki pospolitemu ruszeniu mieszkańców, którzy postanowili ubiec kapitał i starali się wykupić ją swoimi składkami, zawiązują się różnego typu grupy oporu, ale też grupy systematycznej pracy związanej z tymi tematami.

Trzeba powiedzieć, że wenecjanie są skromni i mają kłopoty z silnym oporem. Jeśli chodzi o Poveglię, to jeszcze nie wiadomo, czy bitwa została wygrana. Na razie wyspę kupiła jedna osoba za pół miliona euro, ale państwo powiedziało, że to zdecydowanie za mało, skoro w Wenecji jeden, porządny, powiedzmy 100-metrowy apartament w centrum może kosztować nawet osiem milionów euro. W niedługim czasie ludzie skrzyknęli się, każdy dał po 99 euro, żeby odkupić tę wyspę, tak by stała się ogólnie dostępnym dobrem wspólnym. 
Oprócz takich akcji w Wenecji istnieje wiele komitetów obrony i animowania konkretnych przestrzeni, jak na przykład właśnie wspomniana już grupa z Teatro Marinoni Bene Comune. Grupa ta okupuje Teatr Marinoni znajdujący się na terenie dawnego sanatorium na Lido. Niesamowita jest historia tego miejsca, które powstało w latach 30. XX wieku w kompleksie szpitalno-sanatoryjnym Ospedale al Mare. Teatr służył temu, by chorzy szybciej wracali do zdrowia, łączył się z ideą terapii przez sztukę. W każdym pawilonie zainstalowano antenę, żeby pacjenci mieli dostęp przez radio do teatru i muzyki. Teatr zamknięto w 1975 roku, a cały kompleks opuszczony został w ostatnich latach. Grupa Teatro Marinoni Bene Comune okupuje ten teatr i zaprasza artystów, intelektualistów, muzyków z całego świata, żeby przyjeżdżali do Wenecji, na Lido, na konferencje, koncerty, warsztaty, spektakle, rezydencje artystyczne, festiwale muzyczne i tak dalej. Prawie codziennie tam się coś dzieje. Ta grupa jest zlepkiem różnych komitetów, głównie są to architekci czy ludzie z Lido, którzy znają historię własnego miejsca i codziennie widzą, jak to miejsce się zmienia, i próbują proponować inne modele kulturalne i ekonomiczne dla tej przestrzeni. To nie jest jakaś idealistyczna okupacja, wieszanie flag i krzyczenie, ale próba pokazania, że istnieją inne modele ekonomiczne, polityczne i kulturowe używania tego, co już jest.

A jaki model oni promują?

Przede wszystkim pokazują, jak polityka źle zarządzała tymi miejscami, jak zostały zniszczone praktycznie bez powodu. Chodzi o pokazanie, jak pewna wartość dodana warunkowana kontekstem historycznym, artystycznym, środowiskowym uległa destrukcji. Różne miejsca we Włoszech mają ogromną wartość symboliczno-ekonomiczną pochodząca z historii. Często klasa polityczna, nie będąc w stanie zrozumieć genius loci, marnuje ten „naddatek estetyczny”. W konsekwencji te miejsca robią się „podatne” (według modelu mojego projektu Spazi Docili [Przestrzenie podatne], opartego na ideach M. Foucaulta) na przejęcie i spekulowanie nimi. Bardzo ważne, by uświadomić sobie, że procesy te trwają latami i często są one podtrzymywane przez różne osoby z administracji. Dlatego na potrzeby swoich badań używam terminu „Władza”, tak jak rozumie ją Foucault: nie jako konkretną osobę czy instytucję, ale jako urządzenie dyscyplinujące. Tak samo jest dziś z Władzą ekonomiczną: składa się ona z czysto abstrakcyjnych mechanizmów, które działają niezależnie od ludzi i panują nawet nad właścicielami firm.

Cały program, który stworzyliście, projektując nie tylko wydarzenia tegoroczne, ale przede wszystkim przejęcie kolejnej edycji Biennale Architektury, oparty jest na sformułowanych przez Luciusa Burckhardta w latach 70. założeniach dotyczących miasta Kassel, tak zwane Documenta Urbana. Czy możesz przybliżyć naszym czytelnikom, o co w nich chodziło, a także powiedzieć o waszych planach na przyszłość – o tym, że tegoroczne Walking Out Of Contemporary to dopiero pierwszy krok na drodze do zorganizowania za dwa lata Biennale Urbana?

Burckhardt zaproponował, by w ramach biennale sztuki praktycznie analizować pewne części miasta Kassel i używać ich jako punkt początkowy badań nad ogólną sytuacją współczesnego miasta. 
Przez wiele lat Biennale w Wenecji podążało za koncepcjami kuratora tegorocznej edycji Rema Koolhaasa, więc by iść dalej i go przekroczyć, nie ma sensu szukać podobnego bohatera, ale pora wymyślić coś nowego, jakiś inny model badania i interweniowania w mieście. Documenta Urbana wydają się dziś niebywale aktualne. 
Z tego powodu STALKER, Teatro Marinoni i Spazi Docili [Przestrzenie podatne] postanowili zaproponować ten model w Wenecji. Naszym celem jest skupić się na praktykach estetycznych, które badają współczesne miasta i szukają nowych rozwiązań dla ich problemów.
Współpracując z międzynarodowymi partnerami (uniwersytety, fundacje, muzea, projekty architektury czy sztuki publicznej), chcemy, z jednej strony, żeby oni pokazali wenecjanom, jakie rozwiązania funkcjonują w ich miastach i jak oni działają; a z drugiej chcemy, by zaproszeni przez nas goście skonfrontowali się z dysfunkcjami Wenecji.
Warto wspomnieć, że Wenecja to miasto, które wymyśliło ogromną liczbę procedur czy struktur miejskiego działania, używanych do dzisiaj. Struktura archipelagu jednocześnie umożliwiała i wymuszała oddzielenie od siebie różnych funkcji miasta. To jest początek racjonalnego planowania współczesnej aglomeracji. Wenecja na przykład rozwiązała problem dżumy, wymyślając Lazaret: oddalonej wyspy, gdzie załoga statku przybywającego z niebezpiecznego miejsca musiała odbyć 40-dniowy postój. Każda grupa narodowa/kulturowa posiadała własną część miasta: Ormianie dostali wyspę, Żydzi mieli getto. W ogóle getto zostało wymyślone w Wenecji. Cywilizacja Republiki Weneckiej wykorzystała geografię archipelagu jako model funkcjonalny. Wenecja jest antycznym modelem współczesnego miasta. 
Oprócz tego w tej chwili to chyba jedyne miasto na świecie, gdzie spotyka się tyle ciekawych wątków: unikatowe miasto i wspaniała kultura; ogromna liczba ciekawych sytuacji jak Ospedale al Mare i Teatro Marinoni, Hotel des Bains, forty, koszary czy opuszczone wyspy; klasa polityczna, która niemal w całości trafiła do aresztu w ostatnich miesiącach; globalna skala zmieniania środowiska (system MOSE); status stolicy świata sztuki i kultury z racji Biennale. Wszystkie wymienione przeze mnie kwestie tworzą doskonały model do badania, który jest na pewno dużo bardziej interesujący niż jakieś kolejne Biennale, w którym każdy kraj pokazuje jakieś makietki i powtarza wciąż to samo.
Teatro Marinoni pracuje od lat, żeby doszło do wspólnego działania wszystkich komitetów, stowarzyszeń, instytucji, grup formalnych i nieformalnych, mających siedzibę na Lido i w całej lagunie. To są partnerzy ze wszystkich branż, nie tylko ze świata kultury.
Korzystając więc z tej sieci, będziemy także działać jako mediatorzy dla artystów i architektów, którzy będą chcieli działać na terenie laguny, mając rzeczywisty kontakt z konkretnymi miejscami i ludźmi. 
W następnych miesiącach będziemy testować pierwsze formy współpracy i model ogólny Biennale Urbana, eksplorując Lido, organizując warsztaty i interwencje. W trakcie następnego Biennale Sztuki (2015) będą pokazane wyniki naszych prac – to nas przygotuje na Biennale Architektury (2016).
Podczas naszego projektu zobaczyliśmy, że przechodzenie przez miejsca problematyczne, oglądanie ich, dotykanie ich to rzecz bardzo pouczająca i użyteczna dla ludzi pochodzących z kultur, które nie są ani włoskie, ani śródziemnomorskie. W Wenecji i na Lido tkwi ogromny potencjał zmiany.

Porozmawiajmy chwilę o twoich wcześniejszych projektach, czemu w ogóle zdecydowałeś się zająć sztuką publiczną?

Sztuka publiczna to dość ogólne sformułowanie, które zmusza do ciągłego definiowania słowa „publiczny”. W dzisiejszych miastach granice między publicznym, wspólnym, państwowym, prywatnym nieustannie się przesuwają, dlatego badanie tych procesów jest ciekawe i użyteczne.  

A kto twoim zdaniem jest najbardziej widoczny w przestrzeni publicznej? Na przykład w Neapolu, gdzie mieszkasz, mieście niezwykłym pod wieloma względami, wydaje się, że niewidoczni są zarówno artyści, jak i politycy. Miasto jest dzikie i kieruje się jakąś własną, ponadracjonalną logiką.

Tak, Neapol to bardzo specyficzne miasto, mieszkańcy, funkcjonując od lat w jego strukturze, przestali na nią zwracać uwagę. Pracując także na Sycylii, we Florencji czy w Rzymie, trudno nie myśleć, że Włochy tak naprawdę nie istnieją – tożsamość miejska w tym kraju jest znacznie mocniejsza. Kiedy we Florencji z artystą Fabriziem Ajello wymyśliliśmy i realizowaliśmy Projekt Spazi Docili [Przestrzenie podatne] postaraliśmy się, aby jego modele interpretacyjne i operacyjne funkcjonowały w każdym mieście, w którym działa system kapitalistyczny. Testowaliśmy go już w wielu krajach. 
Projekt stosuje w praktyce teorię „podatnych ciał” M. Foucaulta, aplikując ją do przestrzeni miejskiej. Florencja to idealne miasto, żeby zbadać interakcje pomiędzy Władzą i światem sztuki, a także żenujących sposobów używania języka estetycznego przez politykę.
Koncentrujemy się na przestrzeniach, które z jakichś powodów są „zdradzone” przez władze miejskie, bo te nie są w stanie ich zrozumieć i z tego powodu nie mają pojęcia, co z nimi zrobić. Takie miejsca mogą być zarówno ruiną, jak i świeżo odnowionym budynkiem, ważne jest, że zostały oderwane od własnej historii i funkcji. Marnowanie terytorium wiele mówi o Władzy. Dlatego interesuje nas tworzenie modeli interwencji, które mogą dać wartościowe efekty także w innych krajach, w innych kontekstach.
W mojej działalności używam mediów: instalacji, wideo i performance, zazwyczaj zwracając wielką uwagę na element dźwięku. Moim ulubionym narzędziem do badania „pustyni rzeczywistości” jest fotografia – cyfrowa i analogowa – dzięki której gromadzę materiały do wykorzystania w moich wideo lub instalacjach czy w dwuwymiarowych pracach.

Christian Costa – artysta wizualny, mieszka i pracuje w Neapolu i w Warszawie, gdzie się urodził. Pisał na temat muzyki i sztuk wizualnych do magazynów „Rumore”, „NextExit”, „SuccoAcido”. Jego opowiadania zostały zilustrowane przez L. Dalisiego, M. Galatea, P. Mezzacapa, z którymi w 2002 stworzył grupę artystyczną container. Od 2005 roku, wraz z artystą Fabriziem Ajello i kuratorkami Barbarą D’Ambrosio i Costanzą Meli, pracuje nad projektem sztuki publicznej Progetto Isole, obejmującym obszar miasta Palermo i okolic. Od 2007 roku pracuje nad projektem sztuki publicznej N.EST, koncentrującym się na ogromnej i bardzo zróżnicowanej wschodniej części Neapolu. Od 2008 roku wraz z Fabriziem Ajello realizuje projekt sztuki publicznej Spazi Docili [Przestrzenie podatne], koncentrujący się na Florencji, ale realizowany w różnych krajach. Przeprowadzają oni badania terenu miasta, interwencje sztuki publicznej, warsztaty, wystawy, rezydencje – organizowane jako kuratorzy, konferencje, spotkania.

www.spazidocili.org

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.