Bęc Zmiana

ARCHITEKTURA RZECZYWISTEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI

Boyan Slat, Jan de Sonnevile i Erwin Zwart: The Ocean Cleanup, zwycięzca organizowanego przez londyńskie Muzeum Dizajnu konkursu Design of the Year 2015 w kategorii: projekt cyfrowy, dzięki uprzejmości instytucji


Z Deyanem Sudjiciem, autorem właśnie przetłumaczonej na język polski książki Kompleks gmachu. Architektura władzy oraz dyrektorem Muzeum Dizajnu w Londynie, rozmawia Magda Roszkowska.


Polski czytelnik właśnie otrzymał możliwość zapoznania się z pana kolejną książką, po Języku rzeczy i B jak Bauhaus, teraz do ręki dostaje Kompleks gmachu. Architekturę władzy, która jest historią XX wiecznej architektury opowiedzianą z perspektywy relacji architekta i jego zleceniodawców – dyktatorów, miliarderów, czasem demokratycznych polityków z rozbujałym ego. Podoba mi się tytuł, nie tylko dlatego że słowo kompleks występuje tu w dwóch znaczeniach – psychologicznym i architektonicznym, ale także dlatego że na poziomie składni sugeruje jakby należał do serii dobrze nam znanych kompleksów takich jak kompleks Edypa, Elektry, niższości, Medei itp. W tym kontekście, jak zdefiniowałby pan kompleks gmachu, kogo może on charakteryzować architekta czy władcę, a może ich obu, i co wypiera ze świadomości jego posiadacza?

Po części ta książka jest wynikiem prywatnego zakłopotania czy też zmęczenia moją wieloletnią fascynacją architekturą, faktem, że aby zobaczyć konkretne okazy potrafiłem podróżować tysiące mil, stopniowo zdając sobie sprawę, że na przestrzeni historii tego typu zauroczenie było udziałem mocno podejrzanych osobników… W książce usiłuję zdać sprawę z głęboko dwuznacznej relacji, jaka zawiązuje się pomiędzy projektantem a kimś, dla kogo realizuje on projekt, a kto zajmuje pozycję władzy jako klient czy mecenas. Interesuje mnie moment, w którym coś zostaje utracone, w którym  uruchamia się mechanizm negocjowania kompromisu, poświęcania pierwotnej wizji w imię jej materializacji.

 

No tak, ale architektura już dawno odarta została z niewinności, fakt, że często staje się ona narzędziem w rękach władców znany jest hmmm… od starożytności? Czy napisana przez pana XX wieczna historia tego fenomenu ujawnia jakieś nowe jego oblicze?

Nie tyle chodziło mi o ujawnianie nowego oblicza, ile o pokazanie, że wciąż działa tu ten sam mechanizm. W książce przywołuję zdarzenie, które zainicjowało cały projekt: pewnego razu, nie pamiętam, w jakiej gazecie natrafiłem na zdjęcie Saddama Husseina, który wraz ze świtą swoich generałów w skupieniu przygląda się makiecie przyszłego bagdadzkiego meczetu. Uderzające jest, jak niewiele się zmieniło w ciągu ostatnich 5000 lat historii ludzkości. Architektura wciąż stanowi jedno z podstawowych narzędzi państwotwórczych, wciąż w nowych formach staje się orężem polityki, używanej przez religijnych bądź świeckich budowniczych zbiorowych tożsamości.


Emre Arolat Architekci: projekt meczetu, nominowany do nagrody Design of the Year 2015 w kategorii: architektura, dzięki uprzejmości instytucji


Chyba najbardziej uderzające w tej książce jest to, że w jednym szeregu ustawił pan na przykład Alberta Speera, architekta Hitlera, Borysa Jofana, architekta Stalina, Miesa van der Rohe, Le Corbusiera, Rema Koolhasa czy Franka Gehry’ego. Wszyscy oni pokazani są jako mniej lub bardziej uwikłani w rozgrywki polityczne, ulegający wpływom, oportunistyczni, skupieni w dużym stopniu na własnym wizerunku i rozwoju kariery. W jakim stopniu pytanie o formę architektoniczną powinno być też pytaniem o etykę, jaka za nią się kryje?

Szczerze mówiąc, mam duży problem z architektami, którzy we wszystkim doszukują się dylematów moralnych. Nieważne czy świadomie czy też nieświadomie nadają oni architekturze rangę, której ona w rzeczywistości nie posiada, czyniąc ją odpowiedzialną za całe społeczne zło.

Architekt powinien się raczej skupić na tym, za co rzeczywiście jest odpowiedzialny, na przykład za warunki pracy, jakie wytwarza przestrzeń stworzonego przez niego budynku. Na pewno powinien unikać wykorzystywania toksycznych materiałów, ale czy powinien stronić od realizowania projektów w Rosji, Izraelu, Chinach czy Stanach Zjednoczonych? Nie jestem już tak przekonany. Z pewnością też nie powinni oni budować złych budynków. Różnica pomiędzy Speerem a Miesem van der Rohe – poza oczywistym faktem, że ten pierwszy był prawomocnie skazanym zbrodniarzem wojennym – polega na tym, że Speer był gotowy spełnić każdą architektoniczną zachciankę Hitlera, podczas gdy van der Rohe pragnął jedynie realizować swoje projekty, nie dbając specjalnie o to, czy ujrzą one światło dzienne w państwach komunistycznych, w narodowym socjalizmie czy też w turbo kapitalizmie pod postacią na przykład nowojorskiej siedziby korporacji Seagram, ówczesnego największego producenta napojów alkoholowych na świecie.

 

Książka miała swoją premierę w 2005 roku, gdyby pisał ją pan dziś, jakie budynki, powstałe w ostatnim czasie, i związane z nimi historie, by się w niej znalazły?

Bardzo jestem ciekawy, jaką formę przybierze prezydencka biblioteka Obamy[1], której ukończenie przewidziane jest na rok 2020 i na pewno z pisaniem poczekałbym na jej realizację. Myślę, że też znacznie więcej czasu spędziłbym w Katarze i Dubaju, gdzie kompleks gmachu najwyraźniej ma się znakomicie. Poza tym zaskakująca jest dla mnie obecna sytuacja Turcji. Jej prezydent, wywodzący się ze środowisk islamskich, próbuje unieważnić całe architektoniczne dziedzictwo Atatürka, eksperymentując z neoosmańskim językiem form architektonicznych.

 

No właśnie, biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną, rozwój jakiego typu architektury monumentalnej pan przewiduje?

Myślę, że podstawowa oś sporu rozegra się pomiędzy dwoma bardzo silnymi pragnieniami: wpisania się w nowoczesność i jej odrzucenia poprzez zwrot ku nacjonalizmowi. Architektura władzy będzie ich wypadkową. Bardzo interesują mnie paralele, jakie wyłaniają się pomiędzy dążeniami Unii Europejskiej a Imperium Habsburgów. Idee takie jak wspólna waluta czy pomoc i szerzenie dobrobytu w państwach słabiej rozwiniętych podobnie jak kiedyś ścierają się u nas ze wzrostem podziałów społecznych oraz wzmożeniem nastrojów nacjonalistycznych. Wiedeń zrodził takich architektów jak Friedrich Ohman czy Otto Wagner, którzy akurat w doskonały sposób i z wyczuciem potrafili syntetyzować to, co uniwersalne w nowoczesności ze specyfiką lokalną i narodową. Mam wrażenie, że obecnie w państwach takich jak Węgry, Turcja czy Azerbejdżan także próbuje się te dwa nurty łączyć, niestety często te dążenia osuwają się w wąsko pojęty nacjonalizm…

 

Pisząc o architekturze czy dizajnie, wypracował pan specyficzny, przypominający reportaż czy opowiadanie styl. Na przykład architekturę kancelarii Hitlera opisuje pan, wyobrażając sobie jakie przytłaczające wrażenie musiała ona wywrzeć na Emilu Hàcha, który przemierzał jej korytarze tuż przed podpisaniem aktu przyłączenia Czech i Moraw do Rzeszy w marcu 1939 roku. W Języku rzeczy o dizajnie laptopów opowiada pan, analizując własny przypadek, gdy na lotnisku Heathrow poddał się pan impulsowi i kupił eleganckiego, czarnego MacBooka. Sposobów mówienia o dizajnie jest wiele, pan preferuje snucie opowieści. Dlaczego właśnie ono wydaje się panu tak istotne?

Pewnie dlatego, że chciałbym do architektury i dizajnu wpuścić trochę życia, tak by stały się one interesujące dla zwykłych ludzi, a nie tylko specjalistów. Nie za bardzo jest mi po drodze z dyskursem akademickim, który w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej hermetyczny i obsesyjnie skupiony na samym sobie.

 

Częsty zarzut, jaki słyszałam dotyczący pana książek (B jak Bauhaus i Języka rzeczy) brzmi „ to jest takie miękkie, afirmatywne podejście, zbyt mało krytyczne w stosunku do dizajnu jako istotnego elementu świata późnego kapitalizmu”. B jak Bauhaus zawiera hasło „dizajn krytyczny”, opisujące m.in działania tandemu Dunne&Raby[2] (przytulankę w kształcie grzyba atomowego jako przykład podejścia krytycznego). Odniosłam wrażenie, że dystansuje się pan wobec tego kierunku, dlaczego? Jakie są pana zdaniem jego ograniczenia?

Nie nazwałbym siebie „miękkim”. W dobitny sposób krytykuję takie tuzy dizajnu jak Philip Starck czy Raymond Loewy, a przede wszystkim ich obsesyjne skupienie na krzywych sprzedaży projektowanych przez siebie produktów. Czy się dystansuje od dizajnu krytycznego? To zależy. Ciekawią mnie na przykład paradoksy związane z osobą Williama Morrisa, zaangażowanego i oddanego sprawie socjalisty, feministy i antykolonialisty, który choć wierzył w możliwość tworzenia wysokiej jakości produktów dla proletariatu, to sprzeciwiał się ich masowej produkcji, czyli jedynej w tamtym czasie szansie ich wprowadzenia w życie. Muszę przyznać, że na przestrzeni czasu, coraz przychylniej myślę o Morrisie i o tym, co dokonał, wciąż jednak daleko mi do czulszego spojrzenia na pomysły Victora Papanka.


Not Impossible: Project Daniel, zrealizowany przez południowosudańskie laboratorium 3d protez, nominowany do nagrody Design of the Year 2015 w kategorii: produkt, dzięki uprzejmości instytucji


W tym kontekście chciałam zapytać też o strategię wystawienniczą i budowanie tożsamości londyńskiego muzeum dizajnu, którego jest pan dyrektorem. Robienie wystaw o dizajnie, jeśli nie są one absolutnymi fajerwerkami tematycznymi, jak na przykład zeszłoroczna wystawa Disobidient Objects w Victoria & Albert Museum, jest bardzo trudne, bo często zaczynają przypominać one wystawy sklepów meblowych. Jaką się temu przeciwstawiacie i jaką specyficzną narrację wypracowuje pana muzeum?

Muzeum Dizajnu jest platformą, na której mają szansę zaprezentować się bardzo różne podejścia do współczesnej architektury i projektowania. Pokazywaliśmy prace wspomnianego tandemu Dunne&Raby, reprezentantów dizajnu krytycznego i spekulatywnego, ale też prezentowaliśmy buty Christiana Louboutina. Od wielu lat prowadzimy konkurs na projekt roku, na wystawach pokonkursowych można zobaczyć toalety projektowane z myślą o slumsach w Bombaju, bezpieczne igły do strzykawek, gry wideo czy stronę internetową brytyjskiego rządu. Mówię o tym, żeby pokazać, jak w różny sposób staramy się mówić o współczesnym dizajnie.

Nie jesteśmy finansowani z pieniędzy publicznych, więc musimy pobierać opłatę za wstęp, ale z drugiej strony to, ilu ludzi zdecyduje się kupić bilet, daje nam bezpośrednią informację zwrotną o wartości naszych działań. Staramy się pokazywać rzeczy, których nie można zobaczyć nigdzie indziej. Od sklepu meblowego różnią nas intencje, dajemy ludziom szansę zrozumienia, jak dane produkty są projektowane i dlaczego, w jaki sposób są używane i tak dalej. Ale też nie przesadzałbym z tą koniecznością odcinania się, bo istnieją paralele pomiędzy muzeami a sklepami i może trzeba o tym myśleć, jako o szansie na wzajemne uczenie się od siebie. Naszym zadaniem jest przede wszystkim stawianie pytań i angażowanie w poszukiwanie na nie odpowiedzi naszych widzów.

W ostatnich latach dizajn uległ przewartościowaniu, nie jest już definiowany jedynie przez swoją funkcję czy estetykę, ale poprzez możliwości rozwiązywania ekologicznych, społecznych i politycznych problemów. Bez wątpienia projektowanie należy dziś do najbardziej innowacyjnych działalności człowieka. Czy pokusiłby się pan o spekulację na temat jego przyszłości: w jakim kierunku on podąży i jakie to będzie miało konsekwencje dla jego użytkowników?

Najbardziej fascynująca w dizjanie jest jego dynamika, on nigdy nie pozostaje taki sam, bo zawsze mocno związany jest z konkretnym miejscem i czasem. Kiedyś projektowanie przede wszystkim nadawało kształt i znaczenie nowym kategoriom obiektów. Obecnie w pewnym sensie przekroczyliśmy paradygmat obiektowości. Taki Chad Hurley, współtwórca Youtube’a, a także projektant graficzny zbił fortunę, tworząc wirtualny guzik dla systemu płatności Pay Pal, którym następnie został zakupiony przez eBay.

Ale z drugiej strony nie przesadzałbym z tym uwolnieniem ludzkości spod władzy obiektów. Jesteśmy gatunkiem owładniętym rządzą posiadania. Spójrz na takie produkty jak płyty winylowe czy filmy Polaroidowe, przecież one w sensie użytkowym nie mają już racji bytu, a jednak przeżywają obecnie swoje renesans.

Na koniec chciałam zaproponować – może nie do końca poważną – spekulatywną grę. Często w swoich tekstach przywołuje pan słowa włoskiego architekta Ernesto Nathana Rogersa, który w numerze magazynu „Domus” z 1946 roku wysunął tezę, że uważna analiza łyżki pozwa­la zrozumieć, jakie miasto zbudowałoby społeczeństwo, któ­re ją wytworzyło.Oczywiście jest to pewne wyolbrzymienie, ale sugestywnie pokazuje, jak w materialności zastygają nasze aspiracje i dążenia. Czy mógłby pan pospekulować na temat polskich aspiracji tożsamościowych i marzeń, co do przyszłości naszych miast na podstawie trzech produktów – wizytówek polskiego dizajnu na arenie międzynarodowej. Są to: krzesła Oskara Zięty, wykorzystujące innowacyjną technologię nadmuchiwania stali; jedna z kolekcji ceramiki Studia Ćmielów oraz lampka nocna wykonana ze sklejki autorstwa studia Tabanda.

Tak, idea wydedukowania z kształtu łyżki wyglądu miastu przyszłości rzeczywiście wypłynęła od Ernesto Nathana Rogersa, ale wyczytał on ją w pismach niemieckiego architekta Muthesiusa. A potem ideę tę podchwycili Alison i Peter Smithson, twierdząc, że uważne studia na krzesłem autorstwa Miesa van der Rohe pozwalają na intuicyjne wyobrażenie sobie miasta, w jakim mogłoby ono się znaleźć. A jeśli chodzi o przywołane przez panią produkty to:

Porcelana zaprojektowana przez Ćmielów Design Studio uosabia według mnie  nostalgię za PRL-em – to dość chyba powszechne zjawisko w krajach postkomunistycznych. Choć niewątpliwie użyto bardziej aktualnych trendów kolorystycznych, za to dziubek niemal w 100 % gwarantuje, że kawa i mleko znajdą się nie tylko w filiżance, ale i na całym stole. Przełożenie takiego języka projektowego na formy architektoniczne urodziłoby nową formę brutalizmu, pozbawioną może socjalistycznych konotacji, ale nadal zapatrzoną w modernizm lat 60.

Z kolei krzesła Oskara Zięty przypominają mi trójnożne taborety używane przy dojeniu krów. Hmm, dostrzegam w tym działaniu próbę ocalenia pozostałości po epoce industrialnej, bez wątpienia w tym projekcie także dostrzec można odwołanie się do niedawnej, socjalistycznej przeszłości waszego kraju, choć może te niezgrabne w formie krzesła sięgają jeszcze głębiej, do pamięci o przed industrialnej, sielskiej wsi. Z drugiej strony być może zawarta jest w nim sugestia, że Polska na tyle się rozwinęła i dorosła, że projektanci nie muszą się już dłużej przejmować tworzeniem dóbr doskonałej jakości, przeciwnie mogą eksperymentować z błędem i usterką. Taki dizajn współgrałby z architekturą postindustrialną, nowocześnie urządzonymi loftami, ale z nutką nostalgii w postaci rustykalnego wystroju kuchni.

Lampka Tabandy, szczerze mówiąc, wygląda jak niezbyt subtelne połączenie mebla i oświetlenia, co sugeruje bycie częścią jakiegoś większego zestawu. Projekt nie sprawia wrażenia, jakby chciał się podobać. Projektanci zostawiają nam dość prosty wybór: kochaj albo rzuć.


Czyli miasto byłoby z tego takie: zamieszkaj albo nigdy nie wracaj…

 

Deyan Sudjic – jest dyrektorem Muzeum Dizajnu w Londynie. Opublikował wiele książek na temat architektury i dizajnu, w Polsce do tej pory ukazały się trzy spośród nich: B jak Bauhaus (wyd. Karakter); Język rzeczy (wyd. Karakter), a ostatnio Kompleks gmachu. Architektura władzy. Współtworzył miesięcznik poświęcony architekturze „Blueprint”, jako krytyk współpracował także z „The Observer”. W 2002 roku był dyrektorem Biennale Architektury w Wenecji.



[1] W Stanach Zjednoczonych istnieje tradycja tworzenia bibliotek archiwizujących historię rządów poszczególnych prezydentów. Biblioteka poświęcona obecnemu prezydentowi będzie czternastym tego typu miejscem.

[2] Dunne&Raby to jeden z najbardziej progresywnych tandemów projektantów, jako jedni z pierwszych rozpoczęli debatę na temat dizajnu krytycznego, czyli takiego, który nie tyle skupia się na produkowaniu kolejnych dóbr, ile na stymulowaniu dyskusji dotyczącej struktury społeczno-ekonomiczno-politycznej, w jakiej funkcjonuje projektowanie. Ostatnio w książce Speculate Everything promują kolejne pojęcie: dizajn spekulatywny, który w zamierzeniu ma generować scenariusze dotyczące przyszłości dizajnu i jego użytkowników. www.dunneandrabby.co.uk

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.